- Vasku! – spojrzał na mnie z politowaniem
– Dobry chłop jesteś, ale nie baw się w
zbawiciela na siłę! Jeden już był i pewnie dotąd zastanawia się nad tym, jakim był
naiwniakiem! Mieli szansę i co? Chuj ich kraj obchodzi! Interesuje ich tylko własne ego!
Ludzie ich wrzucą na stołki, a oni tych ludzi wycyckają do reszty. Myślisz, że w Polsce jest
inaczej? Skoro ludzie pozwalają się wycyckiwać, to dobrze im tak! Merkelizm jest systemem najbardziej zbliżonym do potrzeb każdego społeczeństwa!
- Co? – zdziwiłem się – Merkelizm? To od Merkel, ale nie rozumiem o co chodzi?
- Proste, przyjacielu! – poprawił się na krześle – Hitleryzm lub Nazizm, jak go nazywają,
Stalinizm miały tylko jedną twarz i stronę. Podobnie jak Trockizm. Wszystkie te systemy
dążyły do ubezwłasnowolnienia i upodlenia człowieka. Były także emanacją hipokryzji, bo i tak jego elitom chodziło tylko o kasę, a wrogów niszczyły ogniem i żelazem. Nie udało się im, właśnie dlatego, że miały jedną twarz i uwzględniały tylko jedną grupę ludzi. Dla jednych to był naród, dla drugich klasa społeczna. Niemcy lub robotnicy! Jedyna różnica! Reszta taka sama. Systemy te zapomniały, że twarzy jest więcej i niektóre z nich nie są zadowolone oraz mogą mieć przewagę liczebną, toteż zostały zniszczone w sposób dość okrutny. Nie zniszczono jednak idei, którą doktor Goebbels określił zgrabnie jako einegleichshaltung, co nie oznacza, iż twarz ma być jedna. Może być ich wiele, czasem całkowicie różnych, ale w jednym czasie powinien zagościć na nich ten sam grymas, udający rozpacz lub zadowolenie. Merkelizm właśnie zrozumiał powody porażki swoich poprzedników, wyciągnął wnioski, uczynił z hipokryzji cechę i wyrównuje ludzkość. Tak zwaną ludzkość, oczywiście! Merkelizm wziął z trockizmu ponadnarodowość, a z hitleryzmu sposoby wpływu na społeczeństwo, zmieniając obozy koncentracyjne w getta medialne zadające śmierć cywilną. Merkeliści zrozumieli, że społeczeństwo ma wiele twarzy, ale jeden system biopsychiczny. Uderzyli w ten system. Z potrzebnej i pożytecznej ekologii uczynili broń zagłady oraz wzmocnili wrodzoną hipochondrię człowieka, a to dotyka każdą rasę, religię, płeć. Przygotowali to świetnie i doszli do etapu, w którym dla obrony biologii ludzkiej, zaatakowali tę biologię, tworząc fałszywe pojęcie wolności biologicznej, co oznacza zniszczenie więzów rodzinnych, plemiennych, społecznych i zastąpienie ich strachem przed eliminacją ze zunifikowanego społeczeństwa o różnych twarzach. Merkeliści opanowali media, sztukę, kulturę człowieka w ogóle, a przede wszystkim naukę i edukację. Te dwa ostatnie pola pozwoliły im na zapoczątkowanie nowego społeczeństwa, o którym marzył
Hitler oraz Stalin. Celem merkelistów jest wytworzenie jednego ludzkiego stada, pasionego na tyle fałszywymi błyskotkami, by się nie buntowało i możliwego do racjonalnego z ich punktu widzenia sterowania liczebnością owej masy bezużytecznego mięsa. To nie Orwell ani Huxley, lub Zamiatin. Oni poruszali się w ramach, które znali i ich antycypacje są na tej wiedzy oparte. Ich dystopie zachowywały ludzkość sterroryzowaną, ale zawsze ludzkość. Merkelizm poszedł dalej! On chce stworzyć Homo Merkelis i zastąpić nim Homo Sapiens. Wtedy elita merkelistów będzie bez problemu pomnażać zyski i żywić się mięsem poddanych, którzy z zadowoleniem pozwolą się pożreć!
- Boże! Piotrek! Ludzie przecież nie dopuszczą do tego! Będą walczyć! – krzyknąłem prawie.
- Naiwny jesteś! – prychnął – Ludzie dostaną nowe telefony, zapewnią im stały dopływ
gotówki co miesiąc, by nie zdechli z głodu, na Tik Toku pojawi się nowa wyjąca panienka i
w dupie będą mieli walkę o swoje prawa, a gdy da się im jeszcze możliwość popierdoleniasobie bez konsekwencji, to spedalą się gremialnie. Merkelizm to najbardziej rasistowski, homofobiczny system jaki kiedykolwiek stworzyła łysa małpa. Tacy jak my, jak John, Kurt, nawet jak Taft zostaną wyeliminowani, bo nie pasują do tęczowo-różańcowego świata merkelistów. To tylko kwestia czasu! Merkelizm to system fałszowania pojęć. Dość sprytnego fałszowania. Bierze się proste, jednoznaczne pojęcie, jak na przykład wolność lub szczęście, rozpoczyna się dywagacje naukowe na temat znaczenia, tworzy się zasady, które pole semantyczne pojęcia kierują w stronę pojęcia przeciwstawnego i jednocześnie
wymazujemy pola podstawowe. W ten sposób wolność zbliża się do niewoli, by odciąć w jej polu przedrostek nie i ukryć właściwe znaczenie pojęcia niewola. Na ogół dodaje się łącznik, jeśli, póki. Mamy wolność słowa, póki mówisz to, co jest akceptowalne przez nas. Możesz krytykować, jeśli twoja krytyka mieści się w wyznaczonych ramach. Pamiętaj! Możesz krytykować, ale tylko tych, których ci wskażemy! To jest obecna wolność słowa. Wszystko określa termin „poprawność polityczna”, z tym, że ową poprawność definiuje wyłącznie merkelizm. Albo wybory! – zapalał się coraz bardziej – Bez względu na to, jaką twarz ma twój kandydat, to głosujesz na system. Nie masz wyboru! Merkelizm pozwala ci wrzucać jakiś śmieć do urny, bo ten śmieć nie ma znaczenia. Wygra i tak ten, który jest z ugrupowania najsilniej popieranego na danym etapie, nawet, jeśli nikt na niego nie zagłosuje. To znaczy nie postawi bazgroły przy jego nazwisku. Jedyną motywacją głosującego ma być nienawiść do przeciwnika wskazanego przez merkelistów. Nienawiść do innych ma być jedyną
motywacją. Nie program, wartości, ale nienawiść. Masz nienawidzić, bo społeczność musi składać się z wzajemnie nienawidzących się grup, by łatwiej było ją oszukać. Wygra grupa mniej znienawidzona. Nie ta, która jest lepsza, ma lepszy program, tylko ta, do której nienawiść zmniejszono, bo na danym etapie ona jest potrzebna. Na innym, sytuacja może się zmienić liczbowo, lecz nienawiść pozostanie zawsze ta sama. Liderzy nie mówią obecnie, nie przemawiają. Oni nienawidzą i to się niewolnikom podoba. Potem obejrzą sobie bezsensowne napierdalanie się w klatkach, półnagą dziwkę, udającą, że śpiewa, zachwycą się tym wyciem i będą nienawidzić, nienawidzić, nienawidzić! Merkelizm sprawił, że nawet
prawa z kamiennych tablic uzyskały przeciwne znaczenia. Nie zabijaj, jeśli nie wskażemy ci celu, nie kradnij, ale nam, nie cudzołóż, lecz zaspakajaj się seksualnie jak chcesz i z kim chcesz, nie miej innych bogów przede mną, a ja nazywam się Merkelizm i jestem jedynym Bogiem, bo tamtego nie ma. Ten z góry powinien w końcu pierdolnąć czymś w to wszystko i zacząć od początku gdzieś indziej! Ale nie! Nie! On śmieje się i wsadza we mnie jakiegoś popierdzielonego aniołka, bym zrobił to za niego! Spryciula!
- A co to za herezje? – pojawiła się Yveta – Jak twoje mleko z kawą?
- To nie herezje! – oburzył się Piotrek – Opowiadam o merkelizmie, a kawa – podkreślił
rzeczownik „kawa” – jest bardzo dobra!
- Aha! – Yveta włączyła ekspres – Zanudzasz Vaska? Masz już zwięzłą definicję
merkelizmu?
- Nie zanudza! – zaprzeczyłem – Gdzie Ada?
- W łazience. Opluła się mango i musi się umyć. Mieliście mango pod łóżkiem! – wyjaśniła Yveta.
- Zawsze mamy coś pod łóżkiem, bo Adulka potrafi zerwać się w nocy, przegryźć cokolwieki spać dalej. Nawet nie wiem, czy się budzi na takie przekąski!
- Pewnie śni się jej, że coś je i musi zjeść – skomentowała – Piotruś przedstawił ci definicję merkelizmu? Zwięzła i jasną? Chyba nie bo widzę, że myśli jak oszalały!
- Nie przedstawił, ale opisał go dość obrazowo!
- Merkelizm to pojebany system organizacji polityczno-strukturalnej społeczeństwa oparty na terrorze psychicznym oraz hipokryzji w celu zniewolenia tego społeczeństwa tak, by uwierzyło, że jest wolne! – wykrzyknął zadowolony – Muszę napisać pracę pod tytułem
„Merkelizm praktyczny – historia, założenia i działanie”.
- Wykreśl tylko słowo „pojebany”, bo nikt ci nie wydrukuje! – poradziła Yvetka.
- Cholera! Oplułam się mango! – Ada wbiegła do nas i spojrzała na mnie z pretensją.
- Adulka! Przecież to nie moja wina! – automatycznie zacząłem się tłumaczyć.
- Twoja! – zmarszczyła czoło – Poszedłeś sobie i nie ukroiłeś mi nożykiem kawałeczka i
musiałam wbić swoje piękne ząbki w ten cholerny owoc!
- Przecież kazałyście mi iść do kuchni. Do Piotrka! – musiałem być autentycznie zaskoczony, bo Piotrek patrzył na nas z zainteresowaniem.
- Prosiłyśmy cię tylko, byś sprawdził, czy Piotrek nie psuje ekspresu, ale ty wolałeś z nim
zostać i dyskutować o merkelizmie – Yveta wsparła przyjaciółkę.
– Wy, faceci, nic nie
rozumiecie!
- Piotrek! Broń mnie! – poprosiłem.
- Co? Co? – Piotrek udał, że wraca do rzeczywistości – Przepraszam! Nie słyszałem!
- On właśnie miał głuchotę wybiórczą! – roześmiały się obie, Ada pocałowała mnie, a YvetaPiotrka – Ale was przerobiłyśmy, a ja rzeczywiście oplułam się mango – dodała Adulka.
- Miałeś, Vasku, przykład merkelizmu w praktyce. Nie zapomnij, że Merkel jest kobietą,
chociaż z NRD, a tam nigdy nic nie było takie, jak się wydawało. Równie dobrze może być
Wanią z ogolonymi nogami i sztucznym biustem. Pedalstwo, ruja i poróbstwo! – przyciągnął Yvetkę do siebie – Wiecie co, Yvetko moja żono i ty, zapluty mango krasnoludku merkelistyczny? Zabieramy kawy i idziemy do nas. Trzeba obejrzeć filmy z Paryża, a zaraz wrócą elelki i opowiedzą o swoich ustaleniach.
- Potem wyjaśnię ci skąd wziął zaplutego krasnoludka merkelizmu! – pocałowałem Adulkę.